Czasem dzień osiada na mnie
jak pył — cichy, nieproszony.
Wtedy wszystko zwalnia.
Nawet myśli chodzą na palcach.
Patrzę na świat
jakby zza cienkiej szyby:
widzę ruch, ale nie czuję pośpiechu.
Może to dobrze.
Może są takie popołudnia,
które chcą być wysłuchane.
I może właśnie w tej ciszy
najłatwiej usłyszeć Ciebie.
A ja uczę się wtedy nie uciekać,
tylko zostać w tym, co delikatne,
jakby w tym milczeniu było coś,
co pamięta o mnie bardziej
niż ja sama.



Dodaj komentarz